Portal psychologiczny: Instytut Psychologii Zdrowia

Umysł psychopaty

Bez serca, twardy i pozbawiony emocji. Takim przedstawiamy sobie psychopatę, dopóki nie zerkniemy za maskę. Naukowcy od dziesięcioleci byli jednomyślni, zgodnie z powszechnym mniemaniem, że psychopatą człowiek się rodzi i na zawsze nim pozostaje.

Jednak Aina Gullhaugen, badaczka z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii, nie zgadza się z tym poglądem.

Geny czy środowisko?

„W ciągu ostatnich paru lat wiele się wydarzyło w psychiatrii” – mówi Gullhaugen. „Jednak ciągle pokutuje w niej przekonanie, że niektórzy ludzie są tak skonstruowani, że nie da się ich leczyć. W podręcznikach nie pisze się o tym, że mieli ciężkie życie. Aż dotąd koncentrowano się na zachowaniach aspołecznych i braku empatii. Wyjaśnienie oparto na biologii, bez zastanowienia nad tym, czego ci ludzie doświadczyli”.

W swej pracy psycholożka Gullhaugen zauważyła rozdźwięk między formalną charakterystyką psychopatii a spotkaniem z prawdziwym psychopatą.

Gullhaugen sądziła, że jeśli psychopatyczni przestępcy są tak nieczuli jak przedstawia to popularny obraz, nie mieliby żadnych słabych punktów i nie można byłoby stwierdzić u nich zaburzeń psychiatrycznych. Zastanawiała się, czy nie zadajemy niewłaściwych pytań i nie badamy tej sprawy w niewłaściwy sposób.

Z chęcią zajrzenia pod maskę podobną, jaką miała Clarice w spotkaniu z Hannibalem Lecterem w filmie „Milczenie owiec”, Gullhaugen zaczęła badać umysł psychopaty.

Ból Hannibala

„Hannibal Lecter jest prawdopodobnie najbardziej znanym psychopatą w świecie sztuki” – powiedziała Gullhaugen. „Jego postać jest doskonałą ilustracją zimnej maski, którą zakładają psychopaci – bo jest to maska. W głowie kanibala i seryjnego mordercy była czułość, ból, głębokie emocje i empatia”.

Pisarz Thomas Harris oparł postać Hannibala na prawdziwych seryjnych zabójcach po przeprowadzeniu badań w wydziale nauk behawioralnych FBI. Harris pokazywał, że zachowanie Hannibala było skutkiem szkód psychologicznych doświadczonych w dzieciństwie. Jak twierdzi Gullhaugen, takie rzeczy dają się leczyć.

Hannibal Lecter jest zmyślony, jednak Gullhaugen zgłębiając literaturę naukową dokonała porównania tej postaci z realnymi przypadkami ludzi, którzy wykazują wysoki stopień psychopatii. „Zapoznałam się z całą literaturą na ten temat z ostatnich 30 lat. Przeprowadziłam również badanie o potrzebach norweskich więźniów osadzonych w ściśle strzeżonych celach”.

Każda praca na temat tych tzw. najgorszych przestępców pokazuje, że wszyscy doświadczyli w dzieciństwie niebywale ciężkiej przemocy, fizycznej i/lub psychologicznej. Rezultaty pracy Gullhaugen można znaleźć w jej artykule pt. Looking for the Hannibal behind the Cannibal: Current status of case research. “Niemal bez wyjątku ci ludzie doświadczyli cierpienia z rąk swoich opiekunów” – powiedziała. „Wiele opisów świadczy o tym, że ich późniejsze okrucieństwo było reakcją na to cierpienie”.

Niepełne badania

Gullhaugen zastanawiała się nad metodami użytymi w badaniu psychopatii. „Jednym ze sposobów badania reakcji emocjonalnych jest pokazywanie ludziom obrazków przedstawiających różne sytuacje i następnie obserwowanie reakcji” – mówi. „Na początku osobie badanej pokazuje się pogodne lub neutralne obrazki, przy których można się rozluźnić. Reakcją fizyczną jest spokojny puls, nie ma potu na skórze itd. Na następnym obrazku pojawia się broń skierowana w stronę patrzącego. Większość ludzi zareaguje na to, prawda? Jeśli psychopata nie reaguje w spodziewany sposób, konkluzją jest to, że ma biologiczny defekt” – wyjaśnia.

Gullhaugen chce, abyśmy postawili się w codzienności życia osoby psychopatycznej. Gangi kryminalne, twarde wychowanie wymagające, aby być zawsze, nieustannie niewzruszonym i silnym. Broń jest zapewne codziennym elementem życia. Zimna, pozbawiona emocji reakcja jest jedyną prawidłową reakcją – tak to wygląda z ich perspektywy i do tego się przyzwyczaili.

„Doszłam do wniosku, że badania nad emocjami psychopatów są niekompletne” – mówi. „Potrzebujemy innych testów i instrumentów, aby badać ich emocje, jeśli występują jakieś emocje, które można byłoby zmierzyć”.

Gullhaugen nie zastąpiła konwencjonalnych metod ankietowych, takich jak np. wywiad diagnostyczny czy testy neuropsychologiczne, ale wykorzystała ich jeszcze więcej, aby zobaczyć, czy wyniki będą inne. W tym celu wykorzystała gamę kwestionariuszy mierzących interpersonalne i emocjonalne aspekty funkcjonowania norweskich więźniów trzymanych w ściśle strzeżonych miejscach.

Wyniki pokazują, że standardy badania psychopatii powinny w najlepszym wypadku zostać zmienione, a w najgorszym – całkowicie wymienione.

Potrzeba i niedostatek bliskości

„Nie ma wątpliwości, że są to ludzie, którzy odczuwają potrzebę związku” – mówi Gullhaugen. „We wcześniej wspomnianych opisach i moim własnym badaniu jest jasne, że mają potrzebę bliskich związków, że zależy im. Jednak jest równie jasne, że jest dla nich właściwe niemożliwym osiągnąć i zachować takie związki”.

Badanie Gullhaugen wykazało – tam gdzie większość najpowszechniejszych metod ankietowych pokazałoby, że mają oni wysoką samoocenę, niski wskaźnik depresji i generalne poczucie dobrostanu – że według innych metod psychopaci cierpią wewnętrzny ból psychologiczny.

„Czyż nie jest dziwne, że ktoś, kto twierdzi, że wiedzie wspaniałe życie, może również powiedzieć, że jego lub jej przeszłe doświadczenia miały olbrzymi, katastroficzny wpływ na jego lub jej życie…?”

Pytanie Gullhaugen jest oczywiście retoryczne. Tłumaczy, że w pewnych przypadkach badani nie chcą odpowiadać na pytania z powodu strachu, że ktoś w więzieniu uzyska dostęp do tych informacji.

„Mają żywy interes w zaprezentowaniu siebie w pewien sposób. Jednak wyjawiają nieco z tego, co kryje się za maską, kiedy odpowiadają na pytania w odosobnieniu, kiedy nikogo nie ma przy nich”.

Skrajny styl rodzicielski

Jedną z rzeczy charakterystycznych dla kryminalnych psychopatów jest opisywane przez nich samych anormalne wychowanie. Badanie Gullhaugen pokazuje, że psychopaci w dzieciństwie byli wychowywani w sposób całkiem odmienny od tego, w jakim byli wychowywani tzw. normalni członkowie społeczeństwa.

„Jeśli przedstawić styl opieki rodzicielskiej od całkowitego braku zainteresowania do totalnie obsesyjnego rodzica, większość rodziców plasuje się pośrodku” – tłumaczy Gullhaugen. ”To samo tyczy się tego, jaka jest kontrola rodzicielska. Poczynając od braku kontroli, na totalnej kontroli kończąc, większość ludzi ma rodziców plasujących się pośrodku”.

„Z psychopatami jest inaczej. Więcej niż połowa psychopatów, których badałam, powiedziała, że ich rodzice mieli styl rodzicielski, który plasowałby się na którymś ze skrajnych końców tych skal. Albo nikt się nimi nie interesował i byli zaniedbywani, albo byli poddawani totalnej kontroli i musieli być ulegli”.

Świadczy to o tym, że zachowanie psychopaty nie jest bez związku z przeszłymi doświadczeniami. Stanowi to bazę dla bardziej zniuansowanego obrazu uczuć tych ludzi, jest także punktem wyjściowym dla terapii. „Wzorce przywiązania świadczą, że jako dzieci czuli się odrzuceni. W dużo większej mierze niż u innych ludzi, ich rodzice mieli autorytarny styl wychowania, który burzył wolę i niezależność dziecka. To może sprawić, że psychopata będzie później zachowywał się bezwzględnie wobec innych, mniej lub bardziej świadomie dążył do zdobycia tego, czego zapragnie. Taki rodzaj związku –całkowita nieobecność opiekuna, totalnie zaniedbanie – jest częścią obrazu, jaki można stworzyć o wychowywaniu psychopaty” – mówi badaczka.

Gullhaugen mówi, że nie badała wystarczającej ilości przypadków, aby wyciągnąć ostateczne wnioski, jednak trzy inne badania ciągną w tym samym kierunku.

Raczej nie prezent urodzinowy

„Trudno powiedzieć, co dokładnie jest przyczyną powstania u psychopaty maski twardej jak kamień. Inni przede mną mówili: Nie dostaje się zaburzenia osobowości  w prezencie na 18 urodziny. Poprzez pracę w psychiatrii z dziećmi i młodzieżą zobaczyłam, przez co przechodzą ci ludzie. Oczywiście, nie wszystkie złe zachowania można wytłumaczyć niedobrym wychowaniem, jednak nie wszystko dostajemy w dziedzictwie. To mój główny wniosek”.

Gullhaugen przypomina, że biologia i środowisko wzajemnie na siebie wpływają. Wynikłe zaburzenie osobowości może być postrzegane jako suma wielu biologicznych i psychologicznych czynników.

„Kombinacja jednostkowego podłoża biologicznego, temperamentu, osobowości i podatności – wszystko to ważne czynniki. Istotą tego zaburzenia osobowości jest moim zdaniem podatność”.

„Widzę, że ci ludzie boją się, gdy mnie widzą. Widzę u nich słabość, w ich zachowaniu, które zdradza niepewność i dyskomfort. Obecne badanie potwierdza istnienie urazów, cierpienia i niuansowanie ich uczuć”.

 

Prawie jak ja i ty

Gullhaugen znalazła kilka istotnych różnic między psychopatami a grupą „normalnych” ludzi, kiedy w jej własnym badaniu na norweskich więźniach sprawdziła zdolność doświadczania szerokiej gamy różnych uczuć. Wykazała, że psychopaci ogólnie przeżywają więcej negatywnych emocji, takich jak drażliwość, wrogość, wstyd. Jednak nie odczuwają poczucia winy.

„Odczuwają prymitywniejsze emocje, jak np. gniew czy niepokój” – powiedziała Gullhaugen. „Odkryłam to badając silnie psychopatyczne jednostki, które popełniły poważne przestępstwa. Jeśli chodzi o pozytywne emocje, było mało lub brak różnic, co pokazuje, że w życiu emocjonalny psychopaty występuje więcej niuansów, niż uprzednio sądzono.

Nowe narzędzia diagnostyczne

Pisane są obecnie nowe podręczniki; gotowe będą prawdopodobnie w 2013 roku. Gullhaugen cieszy się, że obecnie używane w diagnozie narzędzia są zmieniane – zamiast przypisywać pacjentów do ściśle zdefiniowanych kategorii, narzędzia umożliwiają bardziej szczegółowe badanie, w którym będzie można postawić indywidualną diagnozę na skali od normalności do stanu choroby. Wierzy, że to ułatwi osiągnięcie dokładniejszego obrazu zaburzenia.

„Uznając, że dzieciństwo i związki psychopaty są dlań ważne, oraz że życie emocjonalne psychopaty jest bardziej skomplikowane niż poprzednio sądzono, redukujemy stygmatyzację tych osób. Mamy też punkt wyjściowy do leczenia” – mówi.

„Nie sądzę, abyśmy byli w stanie przywrócić każdemu normalne życie, jednak możemy umożliwić wielu uporządkowanie samych siebie. To może spowodować obniżenie ryzyka recydywy. Leczenie jest trudne, ale możliwe” – przekonuje.

Wierzy również, że ocena ryzyka powinna być przeprowadzana przed decyzją odnośnie tego, czy dana osoba może wrócić na łono społeczeństwa.

„Kiedy zrozumie się problem lepiej, łatwiej będzie przewidzieć różne rodzaje zachowań. Nasze oceny będą bardziej dogłębne i stworzymy dzięki temu dokładniejszy i pełniejszy obraz”.

„Science Daily”, 13 lipca 2012